Bankowcy jeszcze kilka tygodni temu zapewniali, że nie będą zmieniać warunków już zaciągniętych kredytów hipotecznych. Dziś, gdy umowy z klientami zaczął renegocjować Polbank, nie są już tego pewni
Wczoraj "Gazeta" ujawniła, że Polbank jako pierwszy bank w Polsce zaczął skłaniać klientów do zmiany warunków podpisanych w ubiegłych latach umów o kredyty hipoteczne. Posiadacze kredytów dostają telefony z banku i są zapraszani na rozmowy. Tym, którym - przede wszystkim z powodu wzrostu kursu franka szwajcarskiego - wartość kredytu przekroczyła wartość kupionego na kredyt mieszkania, bank proponuje podwyższenie marży o 0,5 pkt proc.
Nie wiadomo, ilu klientów dotyczą renegocjacje warunków umów. Ale tym, którzy się nie godzą na podwyżkę marży, doradcy Polbanku pokazują punkty umów kredytowych mówiące o możliwości wypowiedzenia kredytu w przypadku radykalnego spadku wartości zabezpieczenia. Bank zapewnia, że żadnej umowy jeszcze nie wypowiedział.
W środowisku bankowców akcja przeprowadzana przez Polbank wywołała wielkie poruszenie. Oficjalnie nikt nie chce krytykować konkurenta, ale nieoficjalnie na szefów Polbanku padają gromy. - Taki ruch to ostateczność, nie sądziłem, że ktoś się na to zdecyduje - mówi anonimowo przedstawiciel jednego z banków.
Polbank tłumaczy, że zdecydował się na renegocjowanie z klientami warunków spłaty kredytów, bo z powodu wzrostu kursu franka skoczyło też ryzyko banku z tytułu udzielonych kredytów. Przedstawiciele Polbanku zapewniają, że podwyżka jest czasowa. I jeśli kurs franka na co najmniej pół roku wróci do takiego poziomu, przy którym dany kredyt był wypłacany, marża też będzie obniżana.
Jednak na forach internetowych aż huczy od głosów oburzenia. "Brałem kredyt, gdy frank kosztował 2,2 zł, oni chyba sami nie wierzą w to, że kiedyś wróci do takiego poziomu". "Udzielali ryzykownych kredytów, a teraz przerzucają konsekwencje własnych błędów na klientów" - to tylko wybrane wpisy internautów.
Większość bankowców uspokaja: u nas takich renegocjacji nie ma i nie będzie. - Zakładamy, że obecna sytuacja na rynku jest przejściowa i nie chcemy wykonywać w stosunku do klientów żadnych nerwowych ruchów - deklaruje Piotr Utrata z ING. - Najważniejsze, żeby kredyt był spłacany. Nawet jeśli wartość zabezpieczenia jest mniejsza od kredytu, dobrym klientom nie będziemy utrudniali życia - to Aleksandra Kwiatkowska z GE Money.
Nieoficjalnie bankowcy przyznają, że sytuacja jest napięta. - Ścierają się racje różnych działów. Sprzedaż, marketing i obsługa klienta są przeciwne renegocjacjom, bo nie wiadomo, ile bank zarobi, a wizerunek mocno ucierpi. Ale kontrola ryzyka naciska, żeby coś zrobić - mówi anonimowo przedstawiciel jednego z banków.
Jak zachowają się banki, które udzieliły najwięcej kredytów bez wkładu własnego, np. DomBank? Jego przedstawiciele nie odbierali wczoraj telefonów od "Gazety". Zaś największy na rynku kredytodawca, bank PKO BP, wysłał nam oświadczenie, w którym nie wyklucza, że niektórych klientów mogą czekać kłopoty. "Gdy poziom kredytu przekracza 130 proc. wartości mieszkania, w toku indywidualnych rozmów proponujemy kredytobiorcy ustanowienie dodatkowego zabezpieczenia kredytu". A jeśli klient odmawia? "Bank ściśle monitoruje obsługę danego kredytu" - czytamy w oświadczeniu PKO BP.
Źródło: Gazeta Wyborcza

Forum Ostatnie Dyskusje
18 tygodni 2 dni temu
18 tygodni 2 dni temu
18 tygodni 2 dni temu